57 powodów przez które nie piszę (8)
W ciągu swojego życia miałem wiele pomysłów na zwarte formy literackie. Zaczęło się najsilniej po przeczytaniu sagi o Geralcie z Rivii. Chciałem stworzyć fantastyczny świat, w którym umieściłbym najemnego rzeźnika, który oduczył się bycia człowiekiem i stał się efektywnym narzędziem w rękach możnych tamtego uniwersum. Z grubsza pomysł przez jakieś 5 lat pozostał ten sam. Zmieniła się forma, raczej dopiero powstała – minimalistyczna i surowa opowieść o ludziach i wpływie jaki na nich wywiera najcenniejszy narkotyk w postaci władzy. Pomysł leży i nawet nie domaga się już realizacji. Ja tylko raz na jakieś kilka miesięcy dowiaduję się czegoś o głównym bohaterze. Dzisiaj z racji święta będzie optymistycznie.
Nie piszę, bo zbieram materiały.
Odkładałem ten pomysł, ile się tylko dało, kiedyś był dla mnie bardzo ważny, dlatego nie chciałem babrać go w błocku niewprawnej realizacji. Pomysł ten kiedyś był dla mnie głównym kryterium samooceny, pozwalającym na żywienie nadziei w związku z dniem następnym – jak to bywa w przypadku nieopierzonych artyściątek. Teraz trochę inaczej to wartościuję, ale osąd, że trzeba poczekać z wykonaniem nadal został. Władza to wspaniały temat, choćby w aspekcie panowania nad samym sobą i własnej podmiotowości. Wydaje mi się jednak, że wprzódy powinienem nauczyć się pisać o miłości – ale to też temat na osobną notkę
Hasło na Nowy Rok: wytrwałość. Jeśli są jeszcze tacy, co jej nie doceniają, życzę, żeby się przekonali o konstytutywności tej cechy.
P.S. Kiedyś pisałem o monstrum – może czaić się wszędzie, choćby w zbyt często myślanej myśli.