Najnowsza

57 powodów przez które nie piszę (8)

W ciągu swojego życia miałem wiele pomysłów na zwarte formy literackie. Zaczęło się najsilniej po przeczytaniu sagi o Geralcie z Rivii. Chciałem stworzyć fantastyczny świat, w którym umieściłbym najemnego rzeźnika, który oduczył się bycia człowiekiem i stał się efektywnym narzędziem w rękach możnych tamtego uniwersum. Z grubsza pomysł przez jakieś 5 lat pozostał ten sam. Zmieniła się forma, raczej dopiero powstała – minimalistyczna i surowa opowieść o ludziach i wpływie jaki na nich wywiera najcenniejszy narkotyk w postaci władzy. Pomysł leży i nawet nie domaga się już realizacji. Ja tylko raz na jakieś kilka miesięcy dowiaduję się czegoś o głównym bohaterze. Dzisiaj z racji święta będzie optymistycznie.

Nie piszę, bo zbieram materiały.

Odkładałem ten pomysł, ile się tylko dało, kiedyś był dla mnie bardzo ważny, dlatego nie chciałem babrać go w błocku niewprawnej realizacji. Pomysł ten kiedyś był dla mnie głównym kryterium samooceny, pozwalającym na żywienie nadziei w związku z dniem następnym – jak to bywa w przypadku nieopierzonych artyściątek. Teraz trochę inaczej to wartościuję, ale osąd, że trzeba poczekać z wykonaniem nadal został. Władza to wspaniały temat, choćby w aspekcie panowania nad samym sobą i własnej podmiotowości. Wydaje mi się jednak, że wprzódy powinienem nauczyć się pisać o miłości – ale to też temat na osobną notkę

Hasło na Nowy Rok: wytrwałość. Jeśli są jeszcze tacy, co jej nie doceniają, życzę, żeby się przekonali o konstytutywności tej cechy.

P.S. Kiedyś pisałem o monstrum – może czaić się wszędzie, choćby w zbyt często myślanej myśli.

57 powodów, przez które nie piszę (7)

Na początku nie postrzegałem tego jako tragedii, koniec końców starałem się o tym aspekcie wydarzenia nie myśleć. Do pogrzebu postrzegałem raczej tę śmierć jako absurdalny fakt.
Dowiedziałem się od znajomego w groteskowej sytuacji: zapytałem go, kiedy następny wykład z wprowadzenia do prawa japońskiego, mimo iż byłem przekonany, że odbędzie się planowo za tydzień, zwłaszcza, że w poprzednim tygodniu zajęcia odwołano. Usłyszałem odpowiedź: chyba nie będzie – [prof.] Kość nie żyje*. Nonsens, groteska, nic nie mogło na to wskazywać.
Pierwsza myśl, która pojawiła się po szoku brzmiała mniej więcej: nie można zmarnować tego, decyzji i aktów, na które zdecydowałem się dzięki Niemu. Po pierwszej racjonalnej myśli pojawiły się dwa dni pełne wątpliwości i myślenia o stracie.
Mieliśmy wielkie szczęście, że byliśmy pierwszym rokiem**, który już w drugim semestrze studiów mógł słuchać Jego wykładów. To na pierwszym wykładzie (oczekiwanym z niecierpliwością, słyszałem już wcześniej o profesorze, który wykładał w Japonii) dowiedziałem się, że filozofia prawa w przeciwieństwie do przemijających stanowień jest uniwersalna, że filozofia prawa nie daje żadnych przedmiotowych ograniczeń i rozpatruje zagadnienia w najistotniejszym z aspektów. Czułem ogień w słowach słyszanych z katedry. Byłem świadkiem archetypicznego zjawiska wiary, w takim znaczeniu, jak rozpatrujemy ją na logice – zdania uznane za prawdę pod wpływem autorytetu i woli.
Po mszy w kościele akademickim w gardle strawiłem chyba cały żal. Po pogrzebie ta śmierć nie wydaje mi się już tak nienaturalna.

Nie piszę, bo zmarł Mistrz.

*Nie pamiętam, dokładnej treści, słowo „chyba” być może jest przestawione.
**Wykład z Doktryn polityczno prawnych vel. Historii filozofii prawa, prowadzonego przez ks. prof. Kościa miały przyjemność słuchać tylko dwa roczniki.

P.S. Przybliżenie sylwetki ks. prof. dr hab. Antoniego Kościa, innymi słowy, świadectwo Człowieka Mocy – http://www.kul.pl/in-memoriam,14904.html .

57 powódów, przez które nie piszę (6)

Sumienie bierze pod uwagę nie tylko czyn, liczy się także motywacja i całe tło, które dąży do usprawiedliwienia własnego interesu – celu który obieramy. Innych oceniamy wyłącznie przez pryzmat ich czynów. (Druga osoba zostaje sprowadzona do sumy czynów.) Strach przed byciem postrzeganym. Lęk przed niewłaściwą interpretacją. Ciągła chęć usprawiedliwiania, ukazywania swojej motywacji. Często motywacja u mnie przysłania sam czyn – w tym wypadku twórczy. Wedle tego każda notka winna zawierać obszerne wytłumaczenie zeszłotygodniowego truizmu. Na to będzie czas, jeszcze pięćdziesiąt wpisów. Będzie ładne systematyczne i podsumowanie.

Nie pisze, bo chcę absolutnie panować nad swoimi myślami?

Chcę panować do tego stopnia, że najchętniej nie ujawniałbym się z myślą. Czysta forma jest bardzo kusząca, maksymalny neutralizm. Sztuka sobie, światopogląd sobie. Dwa odrębne porządki, które nie łączą się w jedna tytaniczną odpowiedzialność za wydanie na świat szalonej myśli, później zniekształconej poza granice wszelkiego prawdopodobieństwa.
Nie podoba mi się ta notka, nawet wiem jak ja skonkludować. Spróbujmy (może nie będzie to zbyt wielki entymemat): sztuka musi być autorytarna, żeby precyzyjna forma wytrącała z równowagi – wymuszała uległość bądź bunt.
Teraz jestem jeszcze bardziej zniesmaczony tym co napisałem.

P.S. Nie powinno się tracić oczu celu, łatwo wtedy zapomnieć o swoich zadaniach – uwaga do poprzedniego wpisu.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.